<?xml version="1.0" encoding="ISO-8859-2"?>
<!-- generator="FeedCreator 1.7.2" -->
<rss version="2.0">
    <channel>
        <title>Bartosz Mazur - BusBlog w serwisie InfoBus</title>
        <description>Blogi o tematyce związanej z transportem publicznym</description>
        <link>http://www.infobus.pl</link>
        <lastBuildDate>Fri, 03 Sep 2010 09:27:50 +0100</lastBuildDate>
        <generator>FeedCreator 1.7.2</generator>
        <item>
            <title>Dworcowa jak lotniskowa</title>
            <link>http://infobus.pl/blog.php?id=579</link>
            <description>&lt;P&gt;Tym tytułem opatrzona jest ulotka znaleziona w pociągu TLK relacji Łódź Fabryczna &amp;#8211; Warszawa Wschodnia, którym miałem okazję niedawno podróżować. Temat opłaty dworcowej najwyraźniej jest na tyle istotny, że postanowiono nim zainteresować także postronnych pasażerów. Kolej polska staje się coraz bardziej niezrozumiała, bo choć od pewnego czasu liczba spółek wywodzących się z niegdysiejszego przedsiębiorstwa państwowego PKP już nie rośnie, to jednak wzajemne przepychanki, przerzucanie odpowiedzialności, przeciąganie kompetencji i lobbowanie za rozwiązaniami finansowymi wygodnymi dla takiego czy innego podmiotu sprawiają, że przeciętny obywatel z niesmakiem odwraca głowę od takiego obrazu.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;No i proszę, nagle ktoś tu pisze, że &amp;#8222;Dworce mogą wyglądać jak lotniska. Być: bezpieczne, czyste, przyjazne dla pasażera, wygodne, ładne&amp;#8221;. Stara maksyma, że jeśli nie wiadomo, o co chodzi w żaden sposób nie znajduje tu zastosowania, ponieważ autor ulotki w żaden sposób nie ukrywa, że chodzi o pieniądze. Śledząc doniesienia mediów dotyczące wprowadzenia opłaty dworcowej nietrudno domyśleć się, że autor ulotki ma na celu uzyskanie przychylnego (a co najmniej eliminację niekorzystnego) postrzegania decyzji, w myśl której każdy przewoźnik będzie zobligowany do ponoszenia opłat za korzystanie z dworców. W ulotce można przeczytać, że &amp;#8222;w Niemczech cena biletu kolejowego zawiera opłatę dworcową, którą przeznacza się na utrzymanie powierzchni publicznych na dworcach. Wprowadzenie opłaty dworcowej w Polsce jest konieczne, by nasze dworce spełniały europejskie standardy obsługi pasażera&amp;#8221; i jeszcze inne wskazania, jakie to niezmiernie ważne są dworce, jak to do ich utrzymania dokładają się władze publiczne rozmaitych szczebli samorządu (oczywiście w Niemczech, nie w Polsce).&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Trzeba przyznać, że ulotka została przygotowana bardzo profesjonalnie, powyższe cytaty opatrzone zostały dwoma ilustracjami &amp;#8211; z jednej strony wizualizacja dworca w Katowicach po przebudowie, z drugiej &amp;#8211; piękne wnętrze hali dworcowej w Bielsku-Białej (niedawno byłem, rzeczywiście robi bardzo pozytywne wrażenie). Druk na papierze o solidnej gramaturze, foliowany, cud, miód i orzeszki po prostu.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;No więc teraz wypada powiedzieć, dlaczego jestem &amp;#8222;anty&amp;#8221;. Jako ekonomista w pełni zgadzam się z głosicielami haseł, że za wszystko trzeba płacić &amp;#8211; nie ma nic za darmo na tym świecie i kolej nie powinna tu stanowić wyjątku. Jednakże przyrównanie opłat dworcowych do lotniskowych jest próbą falsyfikacji rzeczywistości. W lotnictwie cywilnym opłaty lotniskowe pobierane są przez zarządców lotnisk, wzajemnie ze sobą konkurujących. Ci właśnie zarządcy ustalają takie stawki, które odzwierciedlają świadczone usługi i standard lotniska. To właśnie dlatego linie lotnicze płacą więcej za lądowanie na Heathrow niż na Stansted. Ba, skoro już jesteśmy przy Wielkiej Brytanii, tamtejszy organ antymonopolowy stwierdził, iż naruszeniem konkurencji jest zarządzanie przez jedną i tę samą firmę bodaj trzema z podlondyńskich lotnisk, ponieważ prowadzi to do osłabienia mechanizmu rynkowego. Tymczasem opłata dworcowa jest ustalana arbitralnie przez jeden podmiot i przewoźnik kolejowy ma jakby mniejsze pole manewru w zakresie kształtowania swoich wydatków w tym zakresie. Jest niejako skazany na takie tańce, jak zarządca dworców zagra.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Druga rzecz, która mnie w kwestii opłat dworcowych mocno irytuje, to termin płacenia. Nabywając określony produkt czy usługę otrzymuję go (czy ją) od razu. Tymczasem tu ktoś usilnie próbuje wprowadzić mechanizmy antycypacji finansowej, czyli płacenie za coś, co &amp;#8222;gdzieś, kiedyś, może&amp;#8221; będzie zrobione. Nie mamy tu do czynienia nawet z mechanizmem kontraktu &amp;#8211; okay, płacimy stówkę za Bukowno, ale w przejściu podziemnym ma pachnieć, zaś w przypadku niewypełniania kontraktu naliczamy kary i dysponujemy wekslem zabezpieczającym. Nic z tych rzeczy, opłata dworcowa w proponowanym kształcie nosi znamiona raczej podatku niż czegokolwiek powstałego na kanwie rynkowej. Skoro (jak czytam w ulotce) w Polsce jest ponad tysiąc czynnych dworców kolejowych, a równocześnie &amp;#8222;robi się&amp;#8221; jedynie 77, to może opłata powinna być pobierana jedynie za korzystanie z tych siedemdziesięciu siedmiu?&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Na zakończenie wypada dodać, że opisana wspaniała ulotka nie zawiera jakichkolwiek informacji na temat tego, kto ją wydał. I choć to niby oczywiste, to przecież skoro ta opłata dworcowa ma być bolączką na całe zło, to dlaczego autor tej światłej tezy wstydzi się podpisać z imienia i nazwiska?&lt;/P&gt;</description>
            <pubDate>Tue, 24 Aug 2010 22:45:26 +0100</pubDate>
        </item>
        <item>
            <title>Integracja - Bilet Metropolitalny to za mało, nawet przy kampanii reklamowej</title>
            <link>http://infobus.pl/blog.php?id=572</link>
            <description>&lt;P&gt;Niedawno natknąłem się na informację, że wprowadzany szumnie na terenie GOP Bilet Metropolitalny sprzedaje się, delikatnie to ujmując, poniżej oczekiwań. W zasadzie dla mnie to nie stanowi żadnego zaskoczenia &amp;#8211; działają proste prawa ekonomii i nikt nie pozwoli się na siłę uszczęśliwić nabywaniem za (relatywnie) niebotyczne pieniądze uprawnień do korzystania z dodatkowej oferty przewozowej, gdy nie jest mu to potrzebne. Z różnych komunikatów dla mnie najsmutniejsza jest zapowiedź akcji promujących Bilet Metropolitalny, o których jest mowa, że zostaną podjęte od września. Dlaczego jestem przeciwny takim działaniom? &amp;#8211; Śląski Zakład Przewozów Regionalnych w chwili obecnej jest na &amp;#8222;fali wznoszącej&amp;#8221;, także właśnie pod kątem narzędzi promocyjnych. Może nie będąc jakimś wybitnym specjalistą od reklamy uważam, że spot radiowy (puszczany także poza radiem) za jeden z ciekawszych i co bardziej kreatywnych pomysłów na zachęcenie pasażerów do korzystania z kolei. W tym świetle promowanie Biletu Metropolitalnego stanowi krok wstecz, ponieważ trzeba też wiedzieć, co promować. Twórcy ciągle aktualnej koncepcji marketingu-mix słusznie uważali, że gdy szwankuje jeden z czterech elementów &amp;#8211; nawet największe wysiłki położone na pozostałe składniki mieszanki marketingowej na wiele się nie zdadzą. Dlatego uważam, że zdecydowanie lepiej byłoby położyć nacisk na reklamowanie tego, co jest bezsprzecznie konkurencyjne, np. aglomeracyjnego a jakże połączenia Rybnik &amp;#8211; Wodzisław Śląski.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Historia wspomnianego Biletu Metropolitalnego jest tylko wierzchołkiem góry lodowej, który nazywa się integracją transportu. Z przyczyn chyba oczywistych (nie będę tu silił się na akademickie teorie) kluczowym obszarem integracji w transporcie publicznym jest powiązanie komunikacji miejskiej i lokalnej kolei. I tak zastanawiając się nad perspektywami integracji w tym właśnie zakresie wracam myślami do odbywających się jakiś czas temu targów w Sosnowcu. Na terenie SilesiaExpo tydzień po tygodniu odbyły się dwie zbliżone zakresem tematycznym imprezy: SilesiaKomunikacja i SilesiaRail. W obu przypadkach targom towarzyszyły interesujące konferencje branżowe &amp;#8211; ubolewam, że z przyczyn osobistych nie mogłem wysłuchać wszystkich wystąpień. Natomiast to, co mnie uderzyło, to praktycznie zerowe &amp;#8222;wzajemne zainteresowanie&amp;#8221; obu środowisk tym, co słychać u &amp;#8222;sąsiadów&amp;#8221;. Przecież podstawą &amp;#8211; ewentualnej &amp;#8211; współpracy musi być wzajemne poznanie się, zrozumienie, wiedza na temat zasad funkcjonowania &amp;#8222;tej drugiej&amp;#8221; gałęzi transportu! Niestety, osoby będące gośćmi obu konferencji można policzyć na palcach jednej ręki &amp;#8211; ja, mój Kolega i jakiś starszy Pan w okularach. Niestety, żadna z tych osób (z owym Panem w okularach zamieniłem kilka zdań w kuluarach) nie jest w jakikolwiek sposób władna do podejmowania działań w zakresie integracji&amp;#8230;&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;PS. Czytelników zainteresowanych dalszym rozwojem sytuacji w zakresie przewozów międzywojewódzkich finansowanych z pieniędzy podatników proszę o cierpliwość. Ostatnio otrzymana korespondencja z resortu infrastruktury rzuca nowe światło na rzeczywistość, którą solennie obiecuję starać się drążyć.&lt;/P&gt;</description>
            <pubDate>Sat, 31 Jul 2010 13:23:28 +0100</pubDate>
        </item>
        <item>
            <title>Rola Ministerstwa Infrastruktury na kolei w podejściu nieco naiwnym...</title>
            <link>http://infobus.pl/blog.php?id=558</link>
            <description>&lt;P&gt;Niebawem upłynie dwa miesiące od pamiętnego wstrzymania ruchu pociągów InterRegio w maju. Czas może nie najlepszy ku temu, by temat poruszać, wszak kampania wyborcza w pełni, jednak otrzymana korespondencja skłania mnie do drobnej retrospektywy. Przy okazji zapowiadanych ograniczeń, związanych z zaleganiem należności zarządcy infrastruktury, przyszło podzielić jeżdżące po Polsce pociągi według cokolwiek nietypowego, acz dla ekonomisty ciekawego kryterium. Otóż pociągi &amp;#8211; zarówno spółki Przewozy Regionalne, jak i spółki PKP Intercity, podzielono na &amp;#8222;komercyjne&amp;#8221; i &amp;#8222;świadczące służbę publiczną&amp;#8221;. W swoim ówczesnym &lt;A title=&quot;Z Katowic do Warszawy tylko przez Częstochowę&quot; href=&quot;http://infobus.pl/blog.php?id=545&quot;&gt;felietonie &lt;/A&gt;zaprotestowałem przeciwko nierówności w traktowaniu przewoźników, polegającej na tym, że jednemu wstrzymuje się pociągi &amp;#8222;komercyjne&amp;#8221; (uzasadniając to właśnie tym, żeby nie naruszać służby publicznej), zaś z drugim uzgodniono wycofanie właśnie owych &amp;#8222;publicznych&amp;#8221; pociągów, nie tykając &amp;#8222;komercyjnych&amp;#8221;. Celowo przejaskrawiłem całą sytuację domagając się natychmiastowego wstrzymania &amp;#8222;Górnika&amp;#8221; i innych sztandarowych pociągów &amp;#8211; argumentując to dokładnie tymi samymi słowami, które posłużyły zarządcy infrastruktury podczas wstrzymywania InterRegio.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Jeden z moich Kolegów podczas studiów zwykł mawiać: &lt;EM&gt;świata nie zmienimy, ale przyjemnie jest czasem podymić&lt;/EM&gt;. Chyba miałem to w podświadomości, gdy zupełnie od niechcenia wstukałem maila do resortu infrastruktury z prośbą o komentarz do mojego felietonu. Ba, idąc za ciosem zrobiłem ten sam krok za pomocą strony o jakże uroczym tytule &amp;#8222;Napisz do Premiera&amp;#8221;. Wszystko ładnie-pięknie, ale z ministerstwa kierowanego przez p. Grabarczyka otrzymałem odpowiedź autorespondera, iż wiadomość moja została zakwalifikowana jako spam. Spróbowałem jeszcze raz, tym razem już nie na ogólny mail MI tylko do rzecznika prasowego (w końcu TransInfo to rodzaj medium), z podobnym skutkiem. Troszkę mnie to rozsierdziło i znów skorzystałem z &amp;#8222;Napisz do Premiera&amp;#8221;, tym razem skarżąc się na niedostępność MI dla zwykłego szaraczka. No i zrobiło się ciekawie&amp;#8230;&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów otrzymałem tradycyjną przesyłkę listowną (niestety nie pamiętam, czy to był list zwykły czy polecony) &amp;#8211; pismo skierowane z jakiegoś biura skarg KPRM do MI, w którym sucho stwierdzono, że żalę się, iż mój mail został potraktowany jako spam. Pismo, zwyczajowo, przesłano mi do wiadomości. Znacznie ciekawsza korespondencja trafiła jednak do mnie drogą elektroniczną, bezpośrednio z Ministerstwa Infrastruktury. Co ciekawe, otrzymałem dwie niezależne wiadomości! Z ich treści (zwłaszcza z treści drugiej wiadomości) wynika, że jednak ktoś zadał sobie trud i przeczytał na TransInfo tekst, co do którego prosiłem MI o odniesienie się doń&amp;#8230;&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Pierwsza wiadomość, otrzymana w dniu 26 maja (brak sygnatury pisma), ma się nijak do mojego tekstu na temat wstrzymania &amp;#8222;Górnika&amp;#8221;. Resort w żaden sposób nie odnosi się do mojego zarzutu, że poszczególni przewoźnicy są traktowani odmiennie, a jedynie opisuje i uzasadnia przyczyny wstrzymania pociągów InterRegio przez PKP PLK. Ministerstwo w przesłanej korespondencji stwierdza, iż &amp;#8222;(&amp;#8230;)Spółka PKP PLK S.A. wstrzymała wyłącznie ruch tych pociągów, które nie miały charakteru obowiązku służby publicznej, czyli realizowane były na handlowe ryzyko przewoźnika (&amp;#8230;)&amp;#8221; i jednocześnie dalej podkreśla, iż &amp;#8222;(&amp;#8230;)Działania zarządcy infrastruktury należy uznać za uzasadnione i korzystne z punktu widzenia prawidłowego zarządzania przedsiębiorstwem (&amp;#8230;)&amp;#8221;.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Drugie pismo, wystosowane 22 czerwca, oznaczone symbolem MR-2-ss/1022031/2010, sygnowane przez p. Teresę Jakutowicz, Z-cę Dyr. Biura Informacji i Promocji, zawiera skrajnie inne informacje &amp;#8211; ale co najważniejsze, odnosi się także do wspomnianego tekstu o wstrzymaniu &amp;#8222;Górnika&amp;#8221;. Resort pisze m.in. iż &amp;#8222;(&amp;#8230;)zarządca infrastruktury kolejowej PKP Polskie Linie Kolejowe, wezwał przewoźników do ograniczenia liczby połączeń w związku z narastającymi zaległościami w płatnościach za udostępnianie torów. Zgodnie z przyjętymi założeniami wykaz pociągów mieli opracować przewoźnicy, a nie zarządca infrastruktury. (&amp;#8230;)&amp;#8221; Jest to zatem jawna sprzeczność &amp;#8211; raz to zarządca wstrzymał konkretne pociągi argumentując to ich komercyjnym charakterem, a drugi raz &amp;#8211; wykaz mieli opracować przewoźnicy. Cóż, nie pierwsze to i nie ostatnie rozdwojenie jaźni.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Natomiast najciekawszy bodaj fragment dotyczy argumentacji, którą się posłużyła p. Jakutowicz odnośnie uzasadnienia odwołania pociągów TLK, stanowiących &amp;#8222;służbę publiczną&amp;#8221; (przynajmniej formalnie, proszę nie przytaczać przykładów, niedawno miałem przyjemność jechać dwie godziny nocnym pociągiem nabitym po sam dach, stojąc na jednej nodze). Pozwolę sobie przytoczyć cały akapit pisma:&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;&amp;#8222;(&amp;#8230;) Kwestia zaległości &amp;#8222;PKP Intercity&amp;#8221; S.A. w płatnościach na rzecz PKP PLK S.A. wynikała między innymi z przygotowania oferty połączeń zbyt dużej w stosunku do wysokości dofinansowania do przewozów międzywojewódzkich przewidzianego na 2010 rok. Dlatego też, pomimo odstąpienia przez zarządcę infrastruktury od żądania ograniczenia liczby połączeń, po uregulowania należności na rzecz PKP PLK S.A., &amp;#8222;PKP Intercity&amp;#8221; S.A. wdrożyła zapowiadane ograniczenia. &lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Podjęte przez przewoźnika działania zostały uzgodnione z Ministerstwem Infrastruktury.&amp;#8221;&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Skoro tak to wygląda, to wypada postawić kilka pytań otwartych, na które &amp;#8211; jak nieśmiało liczę &amp;#8211; odpowie resort. W końcu skoro raz &amp;#8222;Napisz do Premiera&amp;#8221; zadziałało, to może znów się uda? Oto te pytania:&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Po pierwsze &amp;#8211; skoro PKP Intercity, jako podmiot działający na zasadach komercyjnych, zaplanował sobie za dużo w stosunku do dofinansowania rządowego, to jak w ogóle mogło dojść do takiej sytuacji, chyba ktoś nadzorował tworzenie oferty i weryfikację, czy &amp;#8222;budżet się dopina&amp;#8221;? W końcu PKP Intercity stanowi własność publiczną i powinno być poddane jakiemuś nadzorowi, bo jak najwyraźniej widać jego brak skutkuje tym, że &amp;#8222;tworzy się ofertę zbyt rozbudowaną w stosunku do możliwości&amp;#8221; (mam nadzieję, że ironia jest tu aż nadto wyczuwalna)&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Po wtóre &amp;#8211; skoro już ktoś planował ofertę i znał budżet, to czy aby nie powinien wywiązać się ze swoich zobowiązań (w ramach służby publicznej!!!) i niestety pogodzić się z tym, że się przeszarżowało? W końcu rozkład to rozkład i jeśli ktoś wiedział, jak będzie wyglądać sytuacja to od początku powinien zaplanować mniej pociągów, a nie potem ciąć na ślepo. Jw. &amp;#8211; gdzie jest nadzór???&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Po trzecie (i to jest dla mnie najciekawsze) &amp;#8211; jakiej argumentacji używano kasując akurat te pociągi, które zostały skasowane, a nie inne. Mając na uwadze, że w kilku przypadkach określone części kraju dostały naprawdę solidne krojenie oferty zadać należy Ministerstwu pytanie czy Ministerstwo dostrzegło jakieś masowe wymieranie czy też migrację z tych terenów, na których zgodziło się wyciąć w pień pociągi? Chcąc nie wierzyć w wersję samowolki kolejarskiej chętnie zapoznam się z opinią MI w tej sprawie&amp;#8230;&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Smaczku dodaje fakt, że dziś listonosz przyniósł awizo &amp;#8211; czyżby kolejna przesyłka dotycząca kolei?&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Na zakończenie proponuję przenieść się do dalekiej Azji. W Singapurze obowiązuje drakońskie prawo typu chłosta za plucie po chodnikach, które uzasadnia się tym, że syf zaczyna się od rzeczy małych. W polskim transporcie jest chyba podobnie. Oprócz literówek w pismach informatycy Ministerstwa Infrastruktury popełnili czeski błąd zamieniając litery w autoresponderze. Tym samym z MI dostałem ZRWOT wiadomości. &lt;/P&gt;
&lt;P&gt;&lt;A onclick=&quot;window.open('/spaw/img_popup.php?img_url=http://infobus.pl/busblog/img/2/pomiinf.jpg','Image','width=500,height=300,scrollbars=no,toolbar=no,location=no,status=no,resizable=yes,screenX=120,screenY=100');return false;&quot; href=&quot;#&quot;&gt;&lt;IMG src=&quot;http://infobus.pl/busblog/img/2/pomiinfmini.jpg&quot;&gt;&lt;/A&gt;&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Niby nic, ale jednak zbliża nas niebezpiecznie do poziomu bananowej republiki, w końcu mówimy o instytucji rządowej, a nie jakiejś prowincjonalnej gminie&amp;#8230;&lt;/P&gt;</description>
            <pubDate>Wed, 30 Jun 2010 21:06:34 +0100</pubDate>
        </item>
        <item>
            <title>O betonie nieco inaczej</title>
            <link>http://infobus.pl/blog.php?id=555</link>
            <description>&lt;P&gt;W ubiegłym miesiącu miałem okazję &amp;#8211; dzięki uprzejmości studentów z Koła Naukowego Historyków, działającego na WNS Uniwersytetu Śląskiego &amp;#8211; zapoznać się bliżej z jedną z ciekawszych budowli na Śląsku. Oczywiście aby pozostać w tematyce komunikacyjnej od razu uzupełnię, że chodzi o gmach dworca kolejowego w Katowicach. Dzięki zaangażowaniu członków Koła możliwe było nie tylko zapoznanie się z &amp;#8222;architekturą&amp;#8221; dworca, ale także poznanie jego komunikacyjnych funkcji &amp;#8211; po stacji oprowadzał nas bowiem Naczelnik, a my, jak przystało na ciekawskich, ochoczo domagaliśmy się możliwości spenetrowania tuneli technologicznych i choćby zajrzenia do wnętrza jednego z szesnastu kielichów, stanowiących konstrukcję budynku. Bo &amp;#8211; co może niektórych wprawić w osłupienie, tak jak i mnie wprawiło, gdy się dowiedziałem &amp;#8211; betonowe kielichy, podtrzymujące strop, są puste w środku, można do nich wejść, a nawet (co już odpuściliśmy) wejść zainstalowanymi drabinkami na dach!&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Teraz będzie odrobina spiskowej teorii dziejów, ale bliski koniec katowickiego dworca w jego obecnej postaci skłania mnie do skreślenia kilku cierpkich słów pod adresem rozmaitych decydentów. Od razu zastrzegam, iż nie złapawszy nikogo za rękę będę fragment ten należy odczytywać z dodaniem frazy &amp;#8222;jeżeli prawdą jest&amp;#8221; przed opisywanymi stwierdzeniami. Podczas części wycieczki poświęconej kwestiom architektonicznym (naprawdę to niezwykłe doświadczenie spojrzeć na swoje hobby oczami człowieka o zgoła innych zainteresowaniach i zająć się np. unikatową fakturą betonu na kielichach) powiedziano, że wizualizacja inwestora jest tylko mydleniem oczu, unikatowe w skali światowej rozwiązanie zostanie zrównane z ziemią zaś konserwator zabytków dostał polecenie, by nic z tym nie robić, bo pożegna się ze stanowiskiem. Przywołując wcześniejsze &amp;#8222;jeżeli prawdą jest&amp;#8221;, to sytuacja ta jest wielkim skandalem, ponieważ zabytkiem coś jest lub nie z racji wewnętrznych cech, a nie decyzji takiego czy innego urzędnika i jeśli zaiste występują przesłanki do uznania budowli za zabytek, to właśnie brak stosownego wpisu powinien być podstawą dyscyplinarki. Ale niezależnie od tego po dokładnym obejrzeniu katowickiego dworca i porównaniu go np. z lizbońskim Oriente lub różnymi innymi budowlami stworzonymi w duchu brutalizmu architektonicznego rzeczywiście jestem skłonny uznać jego unikatowość. Proszę w tym momencie o powstrzymanie się od złośliwych komentarzy dotyczących obecnego stanu dworca &amp;#8211; żenujący obraz &amp;#8222;pasażu handlowego&amp;#8221; pełnego sklepików typu mydło i powidło jest wszystkim znany, nawet nasza wycieczka musiała zmienić trasę w podziemiach, gdyż &amp;#8222;wybiło szambo od kebaba&amp;#8221;, ale przecież nie znaczy to, że jestem zwolennikiem zachowania dworca w obecnym obrazie. Natomiast jeśli zaiste (w co skłaniam się wierzyć) katowicki dworzec jest taką perełką, to niestety rzutuje to tym bardziej negatywnie na decydentów lokalnych, którzy takiego atutu nie potrafią wykorzystać. Szkoda &amp;#8211; jeżdżąc trochę po Czechach zauważyłem, że ładne, czyste i zadbane mogą być zarówno dworce z czasów Franza Józefa, jak i obiekty wybudowane za Dubčeka i Svobody&amp;#8230;&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;A teraz, skoro już wywołany został temat infrastruktury dworcowej, pozwolę sobie na komentarz do obecnej sytuacji w skali makro. Podmiot zwany Grupą PKP SA utyskuje na Przewozy Regionalne, że te ostatnie, poprzez likwidację kas biletowych (którą tłumaczy się względami ekonomicznymi, w tym także wysokim kosztem dzierżawy powierzchni dworcowych od Grupy PKP SA względnie spółek należących do tejże Grupy) doprowadzają do zagłady wiele lokalnych stacyjek. Antidotum ma być opłata dworcowa&amp;#8230; W tym miejscu można na przykład spytać, czy gdyby nagle odwrócić całą sytuację i na przykład ustawowo przymusić zarządcę infrastruktury do prowadzenia sprzedaży biletów wszędzie tam, gdzie istnieją obsadzone posterunki przystacyjne (proszę o wybaczenie niefachowej terminologii), czyli np. przez dróżnika w Mikołowie-Jamnie, czy wówczas nagle lawinowo nie wzrosłaby liczba rogatek sterowanych samoczynnie?&lt;/P&gt;</description>
            <pubDate>Fri, 18 Jun 2010 19:21:08 +0100</pubDate>
        </item>
        <item>
            <title>Wstrzymanie ruchu Intercity - z Katowic do Warszawy tylko przez Częstochowę!</title>
            <link>http://infobus.pl/blog.php?id=545</link>
            <description>&lt;P&gt;Pisanie po raz &lt;EM&gt;n&lt;/EM&gt;-ty o wstrzymaniu ruchu pociągów InterRegio wydaje się nonsensem, ba &amp;#8211; grozi, że autor zostanie posądzony o plagiat, wszak już wszystko zostało powiedziane, a największe tuzy polskiego transportu, włącznie z Ministrem Profesorem wypowiedziały swoje opinie. Natomiast jedna sprawa jednak nie daje mi spokoju, a jest to sprawa z formalnoprawnego punktu widzenia niezmiernie istotna, toteż pozwoliłem sobie ją poruszyć. Na wstępie chciałbym równocześnie zaznaczyć, że jako osoba korzystająca z usług transportu kolejowego w stopniu wyższym niż średnia krajowa nie mam zamiaru w tym momencie brać udziału w konkursie obrzucania takiego czy innego prezesa błotem, nie jest także moim celem ośmieszanie kogokolwiek &amp;#8211; wszak niektórzy decydenci swoimi działaniami i wypowiedziami ośmieszają się tak skutecznie, że stawania z nimi w szranki byłoby z góry skazane na porażkę, a tych nie lubię.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Pierwsza kwestia, która przychodzi mi do głowy (jako swoista przystawka przed daniem głównym) to arbitralność wskazania przez zarządcę infrastruktury, spółkę PKP PLK SA wstrzymywanych pociągów. Trudno mi znaleźć odpowiednie argumenty, dlaczego wstrzymuje się ruch pociągu &lt;EM&gt;IR-63120&lt;/EM&gt; Wrocław Główny &amp;#8211; Przemyśl Główny, a nie na przykład pociągu &lt;EM&gt;R-28&lt;/EM&gt; Gliwice &amp;#8211; Częstochowa Osobowa. Można powiedzieć, że pytanie to traktuję w kategoriach &amp;#8222;pytania otwartego&amp;#8221; do zarządcy infrastruktury, nie licząc jednakowoż na jakąkolwiek reakcję&amp;#8230;&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Po przystawce &amp;#8211; teraz zupa. Jak donoszą media, z początkowej listy pociągów wyciętych przez zarządcę infrastruktury usunięto te, które są objęte umowami z samorządami wojewódzkimi. To bardzo ciekawe podejście &amp;#8211; skoro Minister Profesor twierdzi, że nie ma podstaw, by mieszać się w stosunki handlowe pomiędzy różnymi podmiotami, to może tak samo PKP PLK nie powinna w ogóle mieć jakiejkolwiek informacji na temat tego, które pociągi są dofinansowywane i jakimi pieniędzmi? Dla mnie jako prawnika-amatora treść umów pomiędzy samorządami województw a Przewozami Regionalnymi powinna pozostawać, zwłaszcza w stosunku do PKP PLK, tajemnicą handlową. W tym świetle dziwi mnie po pierwsze, dlaczego kryterium wstrzymania ruchu pociągów Przewozów Regionalnych Sp. z o.o. przez zarządcę infrastruktury, PKP PLK SA, jest stosunek prawny jednej ze stron z osobami trzecimi (jakie są ku temu przesłanki prawne), po wtóre natomiast &amp;#8211; czy jest określony zakres współfinansowania owych pociągów, by uniknąć wstrzymania ich ruchu.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Teraz danie główne &amp;#8211; prawdziwie polski schaboszczak. Skoro PKP PLK SA zdecydowało się na wstrzymanie w pierwszej kolejności pociągów &amp;#8222;komercyjnych&amp;#8221;, ba, celowo odstąpiono od tego kroku w stosunku do pociągów &amp;#8222;objętych umową o dofinansowanie z administracją publiczną&amp;#8221;, to logika wskazywałaby, że także w stosunku do drugiego z operatorów, tj. PKP Intercity, spodziewać się należy, że wstrzymane zostaną pociągi kategorii EIC, a nie objęte umową służby publicznej pociągi TLK. W przeciwnym razie będziemy mieli do czynienia z żenującą sytuacją, w której dwa wzajemnie konkurujące podmioty są nierówno traktowane przez narodowego zarządcę infrastruktury kolejowej, co rodzi podejrzenie naruszania równowagi rynkowej. Dlatego z niecierpliwością oczekuję, że z dniem 15 maja do Warszawy przestanie jeździć EIC Górnik, EIC Ondraszek oraz EIC Pilsko &amp;#8211; bo to one powinny zostać wstrzymane, przy pozostawieniu TLK przez Częstochowę i Piotrków Trybunalski.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Teraz deser. Dobry deser stanowi o smaku całego obiadu, a chciałbym, by tekst został rzeczowo przyjęty. Na miejscu władz Przewozów Regionalnych Sp. z o.o. zrobiłbym taki manewr, w którym wszystkie wstrzymane przez PKP PLK pociągi zostałyby objęte umowami z władzami publicznymi. Na zasadzie &amp;#8211; pociąg X: samorząd województwa dopłaca 12 złotych rocznie. Przecież nigdzie nie napisano, od jakiej wysokości pociągi nie mogą być wstrzymane&amp;#8230; Oczywiście to dobre na krótką metę, ale skoro się nie da inaczej? &lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Na zakończenie wszystkim Czytelnikom życzę normalności w transporcie publicznym.&lt;/P&gt;</description>
            <pubDate>Thu, 06 May 2010 16:11:50 +0100</pubDate>
        </item>
        <item>
            <title>Skoro już jest tak źle, to dlaczego tego nie wykorzystać?</title>
            <link>http://infobus.pl/blog.php?id=536</link>
            <description>&lt;P&gt;Trudno powiedzieć, czy się tam wybiorę. Jeden z wakacyjnych planów zakładał kilkudniową wycieczkę do Lwowa z równoczesnym &amp;#8222;zaliczeniem&amp;#8221; kolejowego przejścia granicznego Krościenko &amp;#8211; Chyrów, co przy ofercie rozkładowej naszych kolei oraz braku skomunikowań po wschodniej stronie jest pewną ekwilibrystyką. Czy się uda &amp;#8211; zobaczymy, złożoność sytuacji osobistej sprawa, że każdy plan traktuję z bardzo dużą rezerwą.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;W każdym bądź razie jakiś czas temu było bardzo głośno o Cesarsko-Królewskiej Transwersalnej Drodze Żelaznej w zakresie odcinka pomiędzy Jasłem a Zagórzem. Ostateczne wstrzymanie na tym odcinku ruchu pociągów pasażerskich, organizowanych przez województwo samorządowe, było zaledwie finałem postępującej degradacji kolei w tej części Podkarpacia. Okazało się jednak, że istnieją sposoby na zainteresowanie tematem i w efekcie blokady jakiejś lokalnej drogi kolejarza z Zagórza (taki węzeł kolejowy nieopodal Sanoka) zdecydowano na pewne zmiany w ofercie podbieszczadzkiej kolei.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;W tym miejscu wypada mi przeprosić za fakt, iż pisząc niniejszy materiał bazuję na &amp;#8222;źródłach ogólnych&amp;#8221; i &amp;#8222;mądrościach ludowych&amp;#8221; &amp;#8211; wiem, jak ważne jest indywidualne &amp;#8222;dotknięcie&amp;#8221; problemu i o ile zyskuje na wiarygodności autor, który osobiście zbada podejmowany przez siebie temat. Zdecydowałem się jednakże na zajęcie się nieszczęsną linią Jasło &amp;#8211; Zagórz po pierwsze z racji dużej zgodności komentarzy i docierających do mnie opinii, po wtóre dzięki uprzejmości Przyjaciół znających temat w stopniu nie budzącym moich wątpliwości, po trzecie wreszcie z uwagi na fakt, że z perspektywy kraju jest to zagadnienie marginalne i nawet gdybym napisał jakieś niestworzone bzdury to nie będzie to rzutowało mój pogląd na większą transportową całość.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Zatem przyjrzyjmy się faktom. Podkreślam &amp;#8211; faktom, nie dokonując oceny ich słuszności. Co najwyżej posiłkując się niekiedy opiniami innych, jakkolwiek może to zostać uznane za wygodnictwo i asekuranctwo.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Fakt numer jeden &amp;#8211; Województwo Podkarpackie zaprzestaje finansowania pociągów między Jasłem a Zagórzem. Zagórski węzeł uruchamia w tym momencie dwie pary pociągów osobowych, konkretnie międzynarodówki do ukraińskiego Chyrowa.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Fakt numer dwa &amp;#8211; prędkość rozwijana przez owe dwie pary pociągów (tu posiłkuję się ogólnodostępną informacją w postaci rozkładu jazdy) jest tak żenująca, że zasadne wydaje się twierdzenie, że korzystają z nich jedynie lokalni mieszkańcy trudniący się przewozem rozmaitych towarów przez granicę, w sposób może nie do końca zgodny z prawem celnym.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Fakt numer trzy &amp;#8211; na kolei związki zawodowe są cały czas silne, a poszczególne spółki powiązane, nie tylko w sensie formalnym, ale także w pewien sposób koleżeńskim.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;W tak zarysowanej rzeczywistości Ministerstwo Infrastruktury (pod które podlegają pociągi na Ukrainę, tak samo &amp;#8222;osobowe&amp;#8221; jak ich zawieszone odpowiedniki na jasielsko-krośnieńskim odcinku) znalazło salomonowe rozwiązanie &amp;#8211; pociągi na Ukrainę, zamiast rozpoczynać i kończyć bieg w Sanoku, obsłużą także linię od Jasła. Za obraz rzeczywistości niech posłuży poniższy rysunek.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;&lt;A onclick=&quot;window.open('/spaw/img_popup.php?img_url=http://infobus.pl/busblog/img/2/ryij.JPG','Image','width=500,height=300,scrollbars=no,toolbar=no,location=no,status=no,resizable=yes,screenX=120,screenY=100');return false;&quot; href=&quot;#&quot;&gt;&lt;IMG src=&quot;http://infobus.pl/busblog/img/2/mic.JPG&quot;&gt;&lt;/A&gt;&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;I teraz pal licho, że chyba &amp;#8222;to nie tak miało być&amp;#8221;, że nie jest rolą Ministerstwa Infrastruktury &amp;#8222;zastępować&amp;#8221; samorządy w zapewnianiu ruchu na tego typu odcinkach. Bo jakkolwiek za bulwersujący można uznać fakt wycofania z omawianego odcinka wszelkich pociągów dalekobieżnych, a także stan infrastruktury, to jednak zapewnianie dostępności w sferze usług podstawowych powinno należeć do marszałka. Ale skoro już do tego doszło&amp;#8230;&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Omawiana linia mogła posłużyć za ciekawy poligon doświadczalny. Mając bowiem takie &amp;#8222;laboratorium&amp;#8221; Ministerstwo, decydując się już na interwencję, mogło spokojnie ogłosić przetarg (albo przynajmniej jakąś inną procedurę dopuszczającą udział więcej niż jednego oferenta) na obsługę tego podbieszczadzkiego kikuta. Dlaczego tak, jakie z tego korzyści i dlaczego właśnie tu, na przysłowiowym końcu świata? Argumentów jest wiele&amp;#8230;&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Pierwsza sprawa, skoro to jest koniec świata to fiasko nie zmieniłoby znacząco obrazu tego zakątka kraju. Zatem można było zaryzykować. A też ewentualne wywindowanie stawek, choć mało prawdopodobne (oferenci by się w końcu musieli licytować) nie nadwyrężyłoby budżetu, zważywszy, że chodzi o dwie pary pociągów dziennie&amp;#8230;&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Druga sprawa to generowany potencjał. Niedawno rozmawiałem z jednym Kolegą, który sarkastycznie stwierdził, że wzrost liczby pasażerów z dwóch do piętnastu w ujęciu procentowym wygląda imponująco &amp;#8211; o ile te dwie pary pociągów na pewno by nie przyciągnęły tłumów, to jednak zakładając, że wybrany w postępowaniu konkurencyjnym operator rzuciłby stawkę pokrywającą wszelkie koszty, to starałby się pozyskać kogokolwiek, bo każdy człowiek na pokładzie to (byłby) czysty zysk.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Trzecia kwestia &amp;#8211; bardzo związana z drugą. Skoro już doszłoby do takiej (moim zdaniem zdrowej) sytuacji, że pasażer byłby traktowany jako źródło potencjalnego przychodu, to też Ministerstwo mogłoby pobawić się w obserwatora i obserwować, jakimi sposobami podmiot operatorski starałby się pozyskać tych nielicznych podróżnych.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Kolejna sprawa to typowo bieszczadzka wolność. Rozkład na tej linii można kształtować w zasadzie dowolnie, te dwie (teraz już trzy) pary docierające do Jasła z Rzeszowa doprawdy nie stanowią czegokolwiek, do czego można by było skomunikować pociągi objęte postępowaniem konkurencyjnym.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Ktoś zaraz powie, że przecież nie ma procedur, że Ministerstwo musiałoby opracować specyfikację istotnych warunków zamówienia, że w zasadzie to kto miałby zrobić rozkład &amp;#8211; Ministerstwo czy operator itd. Tyle tylko, że te problemy są sztuczne i wręcz należy je postrzegać w kategoriach zmarnowanych szans. Nie ma procedur? &amp;#8211; świetnie, byłaby okazja do ich stworzenia. Urzędnicy musieliby opracować dokumentację przetargową? &amp;#8211; a dlaczego nie, nawet lepiej, mogliby się przetestować na niewiele znaczącym odcinku, by później wiedzieć, jakich błędów uniknąć w dalszej liberalizacji rynku. Nie jest jasne, kto byłby odpowiedzialny za kreowanie oferty, bo nie jest to ustalone? &amp;#8211; szkoda, że nie wykorzystano okazji, by to ustalić&amp;#8230;&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Jak widać, zwyciężyło ręczne sterowanie, mentalne przypisanie takich czy innych relacji do obsługi przez konkretne spółki (ale by było wesoło, gdyby się okazało, że te lokalki na Ukrainę przejęłoby PKP IC!) i niechęć do zmiany status quo. Nad czym ubolewam.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Jakkolwiek samo zaistnienie warunków do powstania takiego &amp;#8222;laboratorium eksperymentalnego&amp;#8221; uważam za skandaliczne, jakkolwiek podzielam tezę, że pociągi, o których mowa, w liczbie dwóch par na dobę, nie mają racji bytu w jakiejkolwiek sensownej formule, tak twierdzę, że skoro doszło już do tak żenującej sytuacji, można było to wykorzystać choćby do zaeksperymentowania z rynkiem. Najtrudniej jest jednak zrobić pierwszy krok.&lt;/P&gt;</description>
            <pubDate>Wed, 14 Apr 2010 08:33:43 +0100</pubDate>
        </item>
        <item>
            <title>Konkurencja niejedno ma imię czyli powołanie własnego przewoźnika kolejowego</title>
            <link>http://infobus.pl/blog.php?id=529</link>
            <description>&lt;P&gt;Dla niektórych monopol jest złem samym w sobie, po prostu szatanem wcielonym i walką z nim wypełniają sens swojego życia. Dla osób tych łamanie monopoli wszelkiego rodzaju jest pasją życiową, pozwala ładować akumulatory ku nowym bojom. Tego typu prokonkurencyjne jednostki pojawiają się w każdej dziedzinie &amp;#8211; nie tylko w transporcie publicznym, ale także w służbie zdrowia czy innych dziedzinach uznawanych powszechnie za domenę publiczną. Ja tam jestem bardzo daleki od jakiegokolwiek gloryfikowania monopolu czy monopolistów &amp;#8211; wręcz przeciwnie, zazwyczaj staram się piętnować przejawy negatywnych następstw monopoli, często w niewybrednych słowach. Natomiast dostrzegłem, że owi waleczni antymonopoliści w znakomitej większości zajmują cieplutkie, publiczne synekury, bezpieczne przystanie, z których mogą oddawać się bez reszty swojej życiowej pasji. Bo przecież zamiast kierować szpitalem wygodniej jest (o ile mniej wysiłku to kosztuje!) siedzieć sobie w NFZ i &amp;#8222;kontraktować&amp;#8221;. Albo o ile łatwiej jest ogłaszać przetargi na obsługę linii komunikacyjnych niż je wygrywać i realizować usługi&amp;#8230; Oczywiście jest to pewne uogólnienie, daleki jestem od wrzucania wszystkich do jednego worka, z pewnością w NFZ znajdą się ludzie znający się na medycynie, podobnie jak w zarządach komunikacji nie każdy jest indolentem i wiele osób rzeczywiście interesuje się nie tylko walką konkurencyjną między podmiotami startującymi w przetargach, ale także tym, by np. stworzyć sensowny rozkład.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Niestety, ubolewam, ciągle pokutuje rzymska zasada &amp;#8222;dziel i rządź&amp;#8221; w zarządzaniu transportem publicznym w bardzo wielu ośrodkach. Zamiast zastanawiać się nad rzeczywistymi potrzebami pasażerów (czy wręcz mieszkańców &amp;#8211; bo tak się powinno na to spoglądać) oczy zarządzających przesłania opętańcza myśl o maksymalizacji konkurencji. Do tych wszystkich pasjonatów łamania monopoli kieruję kilka uwag na temat różnorodności form konkurencji.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Konkurencja może być różna &amp;#8211; inaczej można określić wzajemne stosunki między Coca-Colą i PepsiCo, a już inaczej &amp;#8211; między Coca-Colą i wytwórnią oranżady z Żurady, sprzedawanej w &amp;#8222;tradycyjnych&amp;#8221; butelkach o pojemności 0,33 l, brązowych lub zielonych. Inne przejawy konkurencji dotyczą rynków wymagających potężnych nakładów inwestycyjnych &amp;#8211; inne w sektorze skręcania długopisów czy prowadzenia działalności w zakresie rozdawania ulotek.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Swoistym polem konkurencji jest transport kolejowy, jako wymagający sporych nakładów inwestycyjnych, które dodatkowo mają długi okres amortyzacji. W Polsce jest to sektor specyficzny także z powodu nieustających reform w tym zakresie, przekształceń własnościowych i majątkowych etc. Warto zatem, może nieco łopatologicznie, uzmysłowić sobie, z jakiego rodzaju konkurencją możemy mieć do czynienia na torach.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Typowa dla komunikacji miejskiej konkurencja w postaci walki różnych przewoźników o zlecenia &amp;#8222;regionalnego zarządu komunikacji kolejowej&amp;#8221; jest jak najbardziej możliwa. Brak jest przeszkód, a przynajmniej formalnych, by wdrożyć tego rodzaju koncepcję &amp;#8211; wspomniany &amp;#8222;zarząd&amp;#8221; określa przedmiot zamówienia, a potencjalni oferenci konkurują ze sobą oferowaną dopłatą do pociągokilometra. Oczywiście w czystej postaci przenieść się tego nie da (przynajmniej nie od razu), ale taka forma konkurencji jest możliwa. Jej skuteczność jest uzależniona z jednej strony od dostosowania zamówienia (lub zamówień &amp;#8211; bo przecież nic nie stoi na przeszkodzie, by na poszczególne linie czy grupy linii ogłaszać odrębne postępowania) do specyfiki rynku, z drugiej &amp;#8211; od umiejętności &amp;#8222;zarządu&amp;#8221; do kreowania oferty przewozowej.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Drugą możliwością, przy zachowaniu swobody dostępu do infrastruktury, jest &amp;#8222;puszczenie wszystkiego na żywioł&amp;#8221; &amp;#8211; każdy przewoźnik może podjechać na stację i zabrać ludzi w interesującej relacji. Skutek takiego działania będzie opłakany, także z przyczyn bezpieczeństwa.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Opcją jest także wariant japoński, gdzie różne towarzystwa kolejowe mają własne torowiska i &amp;#8222;konkurują&amp;#8221; o pasażera na równolegle prowadzonych liniach. W Polsce takie coś mogłoby zaistnieć na przykład pomiędzy Rybnikiem a Jastrzębiem &amp;#8211; oba te miasta są spojone zarówno torami PKP PLK, jak i torami niezależnych zarządców infrastruktury. W efekcie konkurencja przybrałaby tutaj postać taką, że jeden przewoźnik jeździłby przez Żory i Pawłowice, a drugi &amp;#8211; przez Szeroką. &lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Modele teoretyczne można mnożyć, w polskich realiach mamy Przewozy Regionalne Sp. z o.o., skomunalizowane na rzecz województw samorządowych. Województwa, działając &amp;#8222;prokonkurencyjnie&amp;#8221;, mogą przyjąć kierunek kujawski (przetargowy) lub dolnośląski (powołanie własnej, niezależnej spółki). W obu jednak przypadkach kluczową rolę odgrywa ów &amp;#8222;regionalny zarząd komunikacji kolejowej&amp;#8221; &amp;#8211; jak można eufemistycznie określić właściwą komórkę organizacyjną urzędu marszałkowskiego, zajmującą się przewozami kolejowymi. Bo co z tego, że powoła się koleje śląskie, wielkopolskie, lubelskie czy zgoła południowe, jeśli nie określi się rzeczy kluczowych, takich jak np. integracja biletowa, jak to, czy firmy mają bezpośrednio konkurować (jak na trasie Kłodzko &amp;#8211; Kamieniec Ząbkowicki) czy też mają jeździć na wzajemnie uzupełniających się, nie zachodzących na siebie trasach.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Znam bolączki kolei. Wiem, jak trudno się współpracuje z podmiotami publicznymi z sektora kolejnictwa. Wiem, jak trudno jest negocjować z kimś, kto zdaje sobie sprawę z unikalności swojego jestestwa. &lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Ale wiem też, że proste powołanie własnej spółki, zwłaszcza jeśli jej celem jest już samo &amp;#8222;stworzenie konkurencji w obecnym układzie&amp;#8221;, prowadzi na manowce. Nie sądzę (byłbym szczęśliwy myląc się), że głosiciele idei konkurencji mają stosowne narzędzia analizy ekonomicznej, pozwalające na dokonywanie oceny, który z przewoźników jest bardziej efektywny, jeśli jeden jeździ taborem starym, ale własnym, a drugi &amp;#8211; nowym, ale użyczonym. Różnic już na poziomie fundamentów pomiędzy funkcjonowaniem różnych przewoźników jest mnóstwo &amp;#8211; a często wygodnie jest ich nie dostrzegać.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Daleki jestem od wystawiania komukolwiek cenzurek &amp;#8211; to województwo jest dobre, tamto jest złe. Do jakiegoś optymalnego modelu pewnie będziemy dochodzić przez lata, może uda nam się przy tym uniknąć przynajmniej części błędów, by się na nich nie uczyć. Natomiast największym błędem jest &amp;#8222;konkurencja dla konkurencji&amp;#8221;. Jeśli ktoś nie potrafi trzymać na postronku jednostek sobie podległych &amp;#8211; nadal nie będzie potrafił, jeśli powoła sobie nową spółkę. Jeśli ktoś nie potrafi zawrzeć w kontrakcie ustaleń korzystnych dla siebie &amp;#8211; nie zrobi tego także, gdy ktoś inny będzie drugą stroną umowy. &lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Ale póki co &amp;#8222;wprowadzanie konkurencji&amp;#8221; jest hasłem chwytliwym i można jeszcze nieco na nim pojechać. Zwłaszcza tam, gdzie jest na tyle kiepsko, że doprawdy trudno sobie wyobrazić jeszcze głębszą zapaść&amp;#8230;&lt;/P&gt;</description>
            <pubDate>Tue, 23 Mar 2010 20:59:15 +0100</pubDate>
        </item>
        <item>
            <title>Podstawa trójkąta</title>
            <link>http://infobus.pl/blog.php?id=521</link>
            <description>&lt;P&gt;Na jednym z portali branżowych przeczytałem niedawno wypowiedź wiceministra Engelhardta, że Interregio jest kontrowersyjnym sposobem konkurowania i że występuje niedostatek w regulacji rynku przewozów kolejowych. Wydaje mi się (przy pełnym zrozumieniu argumentów wysnutych przez Michała Wolańskiego w Jego rubryce), że rozgoryczenie resortu infrastruktury wynika z, jak to śpiewano w piosence wyborczej jednego z kandydatów, &amp;#8222;to nie tak miało być przyjaciele&amp;#8221;. Równocześnie niezmiernie trudno jest znaleźć przyczynę niezauważania przez resort &amp;#8222;właściwy do spraw transportu&amp;#8221; zjawisk w systemie transportowym, które powinny być oczywistością nawet nie dla studenta, co dla ucznia technikum logistycznego (bardziej medialne niż &amp;#8222;kolejówka&amp;#8221;).&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Problem rozbija się o Interregio. Realnie &amp;#8211; o dwie trasy, tj. Warszawa &amp;#8211; Kraków i Przemyśl &amp;#8211; Wrocław. Dlaczego o te dwie trasy? Naiwnie wywnioskowałem, że właśnie o nie, ponieważ właśnie tu PKP Intercity wprowadziło promocyjne ceny biletów na pociągi TLK. Mimo wcześniejszych zapowiedzi promocją pod nazwą &amp;#8222;bilet fioletowy&amp;#8221; nie została objęta relacja z Warszawy do Katowic. Na mój mały rozumek Puchatka oczywistą przyczyną takiego stanu rzeczy jest to, że w tej relacji Interregio nie są w stanie zagrozić ofercie PKP Intercity, a stan ten jest związany z niezbyt trafnym dopasowaniem godzin do potrzeb rynku.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;W tym momencie rodzi się pytanie, czy rzeczywiście dobrym pomysłem jest coś, co pewnie wykiełkowało w głowie wiceministra Engelhardta, co roboczo można nazwać &amp;#8222;ustawowym zakazem Interregio&amp;#8221;. Pierwszy odruch, jaki się nasunie każdemu, to powrót do ciemnej komuny, wczasy zakładowe zamiast wolności bieszczadzkich połonin, obowiązek meldunkowy na komisariacie MO i inne takie &amp;#8211; wszak to minister wie lepiej, czym ludzie mają jeździć z Krakowa czy Katowic do Warszawy. Po chwili refleksji ktoś może powiedzieć, że skoro rzeczywiście mamy poważne plany inwestycyjne, to powinno się zapewnić PKP Intercity godziwy poziom wpływów, aby odnieść &amp;#8222;korzyści przyszłe&amp;#8221;, polegające na przyciągnięciu większej liczby pasażerów wskutek poprawy oferty. Z tym tylko, że to są mrzonki, mrzonki, mrzonki&amp;#8230; Oto dlaczego.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Skoro już naświetliliśmy sobie taki mocno rozciągnięty trójkąt, na którego szczycie jest Stolica, a podstawę tworzą Kraków i Katowice, możemy porównać zachowanie poszczególnych spółek na tych odcinkach. Między Warszawą a Krakowem konkurencja jest duża &amp;#8211; Interregio są wytrasowane w atrakcyjnych godzinach, w efekcie czego PKP IC obniżyło kategorię wybranych pociągów jadących Centralną Magistralą Kolejową do TLK oraz wprowadziło zachętę cenową. Na drugim biegunie mamy Katowice, które połączenie z Warszawą pociągami Interregio mają fatalne, w efekcie czego pociągów TLK nawet nie trzeba puszczać przez Centralną Magistralę Kolejową, ponieważ IR nie stanowi zagrożenia. I może tak to widać &amp;#8222;z centrali&amp;#8221;, ale doprawdy warto też spojrzeć na podstawę trójkąta, która chyba najlepiej obrazuje żenujący stan polskiego transportu oraz dowodzi, jaką mrzonką są marzenia pana Engelhardta o ręcznym sterowaniu popytem. Korytarz transportowy między Katowicami i Krakowem jest bardzo &amp;#8222;zagęszczony&amp;#8221;: jest nieprzyjazna motocyklistom autostrada A4, jest naćkana fotoradarami DK94 przez Olkusz, jest wreszcie DK79, którą przejazd się mocno skrócił po oddaniu do użytku obwodnicy centrum Jaworzna. Do tego są połączenia kolejowe, zarówno prowadzone przez Przewozy Regionalne, jak i przez PKP IC. Trzeba dopisać drogę okrężną przez Oświęcim, gdyż wyszukiwarka internetowa połączeń niekiedy wskazuje właśnie takie połączenie jako &amp;#8222;optymalne&amp;#8221;. Znakiem czasu jest, że coraz częściej kierunkiem pierwszego wyboru na odcinku Katowice &amp;#8211; Kraków są prywatne autobusy (kiedyś były to mikrobusy, ale najwyraźniej koniunktura sprzyja, ponieważ dziś jeżdżą luksusowe autokary), parkujące w żenujących warunkach pod katowickim dworcem PKP. Są tańsze, szybsze, wygodniejsze i bardziej niezawodne od kolei &amp;#8211; obojętne, spod jakiego szyldu.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Część ekonomistów, publicystów, polityków powtarza jak mantrę, że środki publiczne powinny wspierać przede wszystkim infrastrukturę. Coś w tym jest &amp;#8211; niezależnie, czy pociąg osobowy, pośpieszny czy jakikolwiek inny, z Katowic do Krakowa nie ma żadnych szans w konkurencji z transportem drogowym. Wiem, że dla wielu to stwierdzenie jest bardzo cierpkie, są osoby, które mogą mi zarzucić, że nie jechałem autobusem w tej relacji, więc nie znam się na rzeczy, ale doprawdy widok coraz większej liczby pojazdów tutaj nie jest przypadkowy.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Michał Wolański pisze o &amp;#8222;normalnej konkurencji&amp;#8221;, o tym, żeby zjawił się zdrowy, rynkowo myślący kapitalista, ściągnął sensowny tabor i uruchomił coś, co rzeczywiście będzie zbudowanym na solidnym fundamencie zaczynem konkurencji, powodującej przyciągnięcie pasażerów wskutek lepszego stosunku oferty w stosunku do ceny. Tylko nikt zdrowo myślący nie wejdzie na tory, gdzie między dwoma dużymi bądź co bądź miastami, odległymi od siebie o niespełna osiemdziesiąt kilometrów, jedzie się prawie dwie godziny! To jest chore! Z żalem obserwuję iberyzację polskiej kolei, bo chyba tak można określić utrzymywanie przyzwoitych standardów wyłącznie na nielicznych odcinkach sieci kolejowej, zmniejszające gęstość sieci kolejowej w sposób drastyczny. Doprawdy słowa wiceministra Engelhardta o kontrowersyjności sposobu konkurowania są czczą mrzonką, ponieważ destrukcja infrastruktury kolejowej sprawia, że największym konkurentem wcale nie jest jakieś Interregio z żałosnymi plastikowymi siedzeniami, a wysokopokładowy, kilkugwiazdkowy irizar ze skórzanymi fotelami, kulturalną obsługą pod krawatem i darmowym serwisem prasowym. Siermiężna polska kolej jest śmieszna ze swoimi buńczucznymi hasłami o kontrowersyjnych sposobach konkurowania &amp;#8211; już nawet LOT wpadł na to, by przed dworcami ustawić młodych ludzi z transparentami zachęcającymi do latania do Poznania (ironicznie spytałbym: panie ministrze, czy aby samoloty nie są przystosowane do transportu na dłuższe dystanse niż odcinek Warszawa &amp;#8211; Poznań?), a przecież to dopiero początek. Weźmy takiego Michaela O&amp;#8217;Leary&amp;#8217;ego, pewnego rodzaju Lady Gagę lotnictwa &amp;#8211; niech no tylko uruchomi loty przez Polskę, to może wtedy pracownicy resortu transportu stwierdzą, że kontrowersyjność Interregio można porównać z mamroczącym spikerem w samo południe, głoszącym (poniekąd bardzo ważne) ludowi trzeci stopień zasilania gazem ziemnym wysokometanowym i poziom Bugu we Włodawie&amp;#8230;&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Tak zupełnie na marginesie można jeszcze postawić hipotezę, że wiceminister Engelhardt zakazując kursowania Interregio ma na celu uchronienie marszałków przed stratami generowanymi przez te pociągi, swoistą troskę gospodarską o finanse samorządów. To miłe, ale chyba po to samorządy są samorządami (same się rządzą), żeby mogły dotknąć żelazka i przekonać się, że jest gorące, jeśli się upierają? Przecież narzucanie samorządom, co może robić ich spółka to istna paranoja, porównywalna do sytuacji, w której sprzedając samochód po dokonaniu transakcji miałbym pretensje, że nowy właściciel wymienił w nim silnik albo że jeździ trasami, które mi się nie podobają.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Też chciałbym się odnieść do stwierdzenia wiceministra Engelhardta, że zgodnie z prawem Kopernika-Greshama lepszy pieniądz jest wypierany przez gorszy i tym samym &amp;#8222;lepsze&amp;#8221; pociągi zostaną wyparte przez &amp;#8222;gorsze&amp;#8221;. To doprawdy dość dziwna interpretacja, ponieważ rynek monetarny ma się nijak do realnego. Przykładem mogą być popularne samochody VW Golf i VW Polo. Produkowane od lat, a ich kolejne wersje są coraz lepsze i coraz większe. Z kimkolwiek bym nie rozmawiał o czymś, co nazwałbym metatrendami rozwojowymi, każdy stwierdza, że ogólny kierunek rozwoju (wynikający już z prostych zasad pojawiania się nowych potrzeb w miejsce potrzeb już zaspokojonych) to &amp;#8222;drożej i lepiej&amp;#8221;, a nie &amp;#8222;taniej i gorzej&amp;#8221;. Dziwnym trafem można w ciemno założyć, że uwolnienie rynku kolejowego w Europie spowoduje raczej, że Arriva czy inny Keolis kupią nowoczesny tabor i będą jeździć z Berlina do Hamburga za cenę zbliżoną do skłonności płatniczych klientów, a nie będą bawić się w wożenie na tej trasie pasażerów za dwa ojro dziewięćdziesiąt odkupionymi z kolei czeskich motoraczkami serii 810, przepuszczając szybsze pociągi na każdym węźle&amp;#8230;&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Na zakończenie smutna konkluzja. Nie będąc po którejkolwiek ze stron konfliktu i będąc zwykłym szarym podróżnym o dość nietypowych preferencjach planując podróż do Trójmiasta pierwszą myślą było kombinowanie z wieczornym przelotem gdzieś do Anglii i porannym dalej do Gdańska. Dopóki na kolei nie zacznie się myśleć o stworzeniu solidnych fundamentów &amp;#8211; może uda się zrobić coś pięknego, ale będzie to papierowy domek z kart. Linia kolejowa z Katowic do Krakowa jest tego strasznym przykładem.&lt;/P&gt;</description>
            <pubDate>Sat, 20 Feb 2010 17:13:08 +0100</pubDate>
        </item>
        <item>
            <title>Co przyniesie nowe prawo?</title>
            <link>http://infobus.pl/blog.php?id=514</link>
            <description>&lt;P&gt;Już od pewnego czasu dochodzą do mnie różne sygnały dotyczące nowelizacji szeroko rozumianego prawa transportowego, ze szczególnym akcentem na sektor kolejowy. Najwyraźniej balonik jest właśnie w trakcie pękania, a nie mogący wytrzymać napięcia system w coraz większym stopniu koncentruje się na wyszukiwaniu kwiecistych uzasadnień dla swoich zamordystycznych zapędów. A przesłanki ich podejmowania są &amp;#8211; z transportowej perspektywy &amp;#8211; wręcz żałosne.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Szumnie zapowiadana reforma regulacji dotyczących kolejnictwa teraz przybiera maskę wprowadzania regulowanej konkurencji. Już od dawna twierdzę, że największymi głosicielami idei konkurencji regulowanej są osoby zaangażowane jako regulatorzy (czego proszę w żaden sposób nie odbierać jako podważanie ich kompetencji), niemniej jednak jeśli już rzeczywiście coś takiego wprowadzać, to też można przyjąć różne faktyczne działania. Inaczej rozwija się konkurencja regulowana jeśli ogłaszane są przetargi racjonalne, a inaczej &amp;#8211; gdy zamówienia są konstruowane w ten sposób, aby wygrał ten, kto ma wygrać. To przykre, że w najmniejszym stopniu nie mam zaufania do intencji osoby szczycącej się posiadaniem tytułu profesorskiego, ale za długo żyję i za dużo widziałem. &lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Niedawno rozmawiałem z Znajomym i poruszył On kwestię Mieroszowa (przykładowego), do którego jeździ busikarz, o którym nikt poza miejscowymi nie wie, w efekcie czego tenże przykładowy Mieroszów podlega pewnego rodzaju wykluczeniu cywilizacyjnemu. Bynajmniej nie z racji formy komunikacji, a z braku informacji o niej. Jako kontrprzykład był ogólno czeski rozkład jazdy, gdzie każda linia w formacie PDF jest do ściągnięcia z ministerialnego serwera. W tym momencie taka regulowana konkurencja z regionalnym zarządem transportu, organizującym połączenia do Mieroszowów, jawi się wyjątkowo smakowicie. Niestety reforma prawna bazuje nie na pryncypium transportowym, a na pryncypium podmiotowym &amp;#8211; chodzi konkretnie o określone przekształcenia własnościowe, o zagwarantowanie określonych struktur.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Dziś solą w oku dla spółki PKP Intercity są przewozy InterRegio. Nawet laik widzi, że połączenia te mogą być bardzo nie w smak spółce będącej pod skrzydłami rządowymi, ponieważ wymusiły redukcję cen w najbardziej lukratywnych relacjach. Z Katowic nie udało się sensownie wytrasować InterRegio, więc promocja &amp;#8222;bilet fioletowy&amp;#8221; nie obowiązuje pomiędzy Warszawą a Katowicami. Przeciwnie jest z Krakowem, gdzie trzeba było wprowadzić pociągi kategorii TLK trasowane Centralną Magistralą Kolejową i dodatkowo objąć je promocją cenową. Oj boleć musiało w kieszeni&amp;#8230;&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;W związku z tym wygodną perspektywą jest administracyjne pozbycie się bękarta, choć jeśli ktoś w ministerstwie ma odrobinę &amp;#8222;czucia&amp;#8221; to na pewno się zreflektuje, że czymś innym jest zapobieżenie powstaniu konkurencji, a czym innym &amp;#8211; jej administracyjne eliminowanie. Bo teraz już nie będzie tak łatwo, już są jacyś klienci, którzy będą poirytowani, znajdą się wreszcie ludzie, których uderzy po kieszeni zmiana TLK na EIC&amp;#8230;&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;I teraz mamy trzy opcje &amp;#8211; nowe regulacje mogą mieć na celu (pomijam, że cel ten mogą realizować z różną skutecznością):&lt;/P&gt;
&lt;UL&gt;
&lt;LI&gt;Rzeczywisty rozwój systemu transportu publicznego,&lt;/LI&gt;
&lt;LI&gt;Uporządkowanie rynku poprzez eliminację zjawiska nazywanego przeze mnie pieszczotliwie stonką transportową,&lt;/LI&gt;
&lt;LI&gt;Prostą eliminację tańszych pociągów bezpośrednio konkurujących z tymi najbardziej lukratywnymi.&lt;/LI&gt;&lt;/UL&gt;
&lt;P&gt;W tym momencie pozostaje mi zaprosić na Regionalny Dworzec Autobusowy do Krakowa. Odjeżdżają zeń komfortowe autobusy do Zakopanego i Nowego Sącza. Mają bardzo dobre obłożenie, ponieważ kolej na tych relacjach nie stanowi realnej alternatywy (pomińmy w tym miejscu dyskusje). Kurczowe trzymanie się status quo poprzez eliminację konkurencji szynowej zamiast dostosowania do potrzeb rynku doprowadzi po prostu do tego, że pojawi się konkurencja drogowa &amp;#8211; albo zbiorowa, albo po prostu indywidualna&amp;#8230; Cementowanie struktury może się powieść jedynie wówczas, gdy struktura jest silna. Ręka się nie zrośnie tylko dlatego, że obłożymy ją gipsem.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Postaram się w najbliższym czasie napisać parę ciepłych słów na temat podróżowania w różnych konfiguracjach i tego, jak może to być odczuwane przez przeciętnego Kowalskiego.&lt;/P&gt;</description>
            <pubDate>Wed, 03 Feb 2010 00:22:08 +0100</pubDate>
        </item>
        <item>
            <title>Społeczeństwo obywatelskie i jego głos - czyli o dyskusji o komunikacji</title>
            <link>http://infobus.pl/blog.php?id=496</link>
            <description>&lt;P&gt;Dziś (kiedykolwiek by to nie było...) poszedłem na spotkanie &amp;#8222;porozmawiajmy o komunikacji&amp;#8221;, zorganizowane w ramach projektu &amp;#8222;Kawiarenki obywatelskiej&amp;#8221;. Jako że głównym moderatorem był przedstawiciel mediów, nie będę tu czynił konkurencji pisząc relację z wydarzenia. Co chyba dla każdego oczywiste &amp;#8211; w spotkaniu uczestniczyli ludzie różnego pokroju, prezentujący różne, często wzajemnie sprzeczne poglądy i pomysły. Mogłem co najwyżej zazdrościć obecnej młodzieży, skarżącej się na kiepski dojazd z dzielnicy akademików, wszak za moich czasów jedyną możliwością powrotu do &amp;#8222;cywilizacji&amp;#8221; był nocny pociąg dalekobieżny Zakopane &amp;#8211; Szczecin, zatrzymujący się w Ligocie tuż po drugiej w nocy.&lt;/P&gt;
&lt;P&gt;Jak już wspomniałem pomysłów było wiele &amp;#8211; pojawiały się hasła bonów komunikacyjnych, autobusów elektrycznych, relokacji dworca kolejowego&amp;#8230; Natomiast jedna rzecz jest moim zdaniem znamienna. Niezależnie od wieku, stroju, prezencji ogólnej, płci, wzrostu i innych cech, ba &amp;#8211; nawet niezależnie od strony stołu, którą każdy zajmował, jeden temat, zdawałoby się, jakże głośny i nośny, został całkowicie przemilczany. A jest to chyba jakiś sygnał, co dla tzw. społeczeństwa obywatelskiego jest ważne&amp;#8230; Przy całej dyskusji, nawet na bardzo ogólnym poziomie dotyczącej stopnia centralizacji (względnie decentralizacji) podejmowania decyzji, a równocześnie przy rozpatrywaniu nader konkretnych, choć bardzo krótkoterminowych niedogodności związanych z brakiem tramwajów niskopodłogowych, nie poruszano w ogóle kwestii wprowadzenia biletu elektronicznego. Czyżby zatem ważniejsza była czytelna informacja pasażerska, właściwa koordynacja rozkładów jazdy i dostosowanie oferty do oczekiwań pasażerów niż instrument płatności?...&lt;/P&gt;</description>
            <pubDate>Wed, 09 Dec 2009 21:04:55 +0100</pubDate>
        </item>
    </channel>
</rss>
